+48 22 392 60 19   |   ltm@luxurytravel.pl   |
specjalista turystyki luksusowej

Z tequilą przygody na Jukatanie, czyli niezły Meksyk

Opublikowano: Katalog Zima 2016/2017

Autor: Piotr Klim

Z tequilą przygody na Jukatanie, czyli niezły Meksyk

Pod koniec lat 90. ogromną popularnością w Polsce cieszył się serial animowany „Tajemnicze Złote Miasta”. Oglądając go z ogromnym zachwytem w dzieciństwie, nie spodziewałem się, że podróże staną się moją pasją i pewnego dnia będę miał okazję wcielić się w postać Estebana, głównego bohatera, poruszającego się na grzbiecie wielkiego kondora w poszukiwaniu Złotych Miast. Mój kondor, czyli Boeing 767, niestety nie był ze złota, ale misję zakończył pomyślnie i sprowadził mnie z Frankfurtu prosto do Cancun.

Pierwszy przystanek – Riwiera Majów. Gdzie lepiej uczcić huczne przybycie, jak nie w szalonym Hard Rock Hotel? Obiekt od lat przyciąga zwolenników głośnej muzyki i tańców przy basenie. Aż miło popatrzeć na ludzi cieszących się z każdej chwili spędzonej razem w restauracji, teatrze, barze, na boisku, plaży, basenie czy w nocnym klubie – Hard Rock to full package. Po check-in czas przywitać Meksyk w lokalnym stylu. „Tequilla time!” – pomyślałem i przez resztę wieczoru radowałem się z pozostałymi gośćmi, wpatrzony w animacje, wsłuchany w muzykę didżeja, chlupiąc w jej rytm nogami zanurzonymi w basenie. W minibarku czekają na gości codziennie aż cztery butelki mocnego alkoholu, więc impreza może potrwać do białego rana. Tak obszernej oferty all inclusive może pozazdrościć niejeden hotel.

hard-rock-hotel-riviera-maya-3
Nazajutrz odbyłem podróż do serca Riviera Maya, czyli Playa Del Carmen, która uchodzi w regionie za kolebkę najbardziej ekskluzywnych hoteli, nad zjawiskową śnieżnobiałą plażą. Prym wiodą Mayakoba Resorts, w których skład wchodzą: Rosewood, Banyan Tree oraz Fairmont. Hotele położone są w ogrodzie krajobrazowym, gdzie przeważają lasy namorzynowe zamieszkiwane przez setki gatunków ptaków, ssaków i oczywiście iguany. Gęsty busz poprzecinany jest ścieżkami idealnymi na przejażdżkę rowerową lub jogging oraz kanałami rzecznymi, po których kursują łodzie transportujące gości do samej plaży. W rzece pływają żółwie i ryby, a podczas rejsu dowiedziałem się, że hotelową maskotką jest młody krokodyl o imieniu Sophie wygrzewający się często przy polu golfowym. „Takie rzeczy tylko w Meksyku” – skomentowałem, przełykając wolno ślinę i obserwując dokładnie krystalicznie czystą wodę wokół mojej łodzi.

fairmont-mayakoba
Po trzech dniach spędzonych przy 11-kilometrowej Riwierze Maya ze smutkiem w oczach, ale i z wielkim apetytem na kolejne meksykańskie przygody, opuszczałem rajskie plaże w poszukiwaniu świątyń Majów w głębi lądu. Rozpocząłem od noclegu w XVII-wiecznej hacjendzie Uayamon, co w języku Majów dosłownie znaczy „zaczynamy”. To świetna baza noclegowa w pobliżu Edzna, czyli odkrytych dopiero w XX w. ruin jednego z najstarszych miast Majów z IV w. p.n.e.

edzna-campeche
Mówiąc o Jukatanie, nie można pominąć hacjend, tj. posiadłości wiejskich należących niegdyś do europejskich konkwistadorów, w ostatnim czasie przekształcanych w luksusowe hotele oraz restauracje. Użyczyły mi schronienia przez kolejny tydzień. Należące do Luxury Collection Uayamon, Temozon, Santa Rosa to prawdziwe perełki. Pokoje zostały przerobione z sypialni gospodarzy, izb dla gości, służby, niewolników, ale też sal szpitalnych, kaplic i stajni. Te ściany kryją burzliwe historie, więc oferują niezapomniane przeżycia. Prawdziwie unikalne miejsca daleko od cywilizacji. Fantastyczne odgłosy fauny i flory budzące z rana i widok wszędobylskich iguan tworzą niepowtarzalną atmosferę Jukatanu.

hacienda-santa-rosa-1
Oczywiście próżno liczyć tu na bezbłędny serwis i wyrafinowaną postawę kelnera z płynnym angielskim, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Majowie pracujący w hacjendach to członkowie lokalnych społeczności, cieszący się z jakiejkolwiek pracy, jakby złapali Pana Boga za nogi. Nauczyli się wiele, ale jeszcze nie są współcześni, tkwią gdzieś między epokami i nadrabiają niedociągnięcia serdecznym uśmiechem i niskim ukłonem. Zamówiwszy herbatę, otrzymuję czajnik z wodą i cukrem, bo ktoś zapomniał o samej herbacie. To jednak bez znaczenia, herbata nie iguana, nie ucieknie. Dla zaspokojenia pragnienia mam przy sobie tequilę.
Fundamentem wyprawy jest poznanie świata Majów przez odkrywanie pozostałości ich miast, świątyń, sztuki i historii. W hacjendzie Santa Rosa poznaję osobiście potomków Majów, którzy wcale nie wyglądają jak Meksykanie w miastach, i nagle zdaję sobie sprawę z rasowych różnic. Majów charakteryzują bardziej skośne oczy i bardziej wydatne kości policzkowe, cechy typowo indiańskie. Okazuje się, że do dziś zachowali odmienny język i praktykują własne rzemiosło.

handcraft-culture
Każdego dnia po zwiedzaniu udajemy się na odpoczynek w prywatnych hacjendach. Na całej posesji nie ma nikogo oprócz obsługi, a budynki są wyłącznie do naszej dyspozycji – ogromny basen, ręcznie malowane wnętrza, kolumny i ornamenty. „To wszystko dziś należy do mnie” – pojawia się egoistyczny błysk w oku, a zanim przebiorę się w kąpielówki, obsługa raczy mnie owocami i tequilą – „Ach, ta meksykańska gościnność, salud!”. W prywatnych posiadłościach czekają mnie różne atrakcje. Jedną z nich są cenotes, czyli głębokie zbiorniki wodne wydrążone w wapiennych skałach. Na półwyspie nie ma rzek ani jezior, więc woda deszczowa wyrzeźbiła podziemne lub otwarte studnie krasowe połączone z zasobami wody gruntowej. Przede mną skok do połyskującej atramentowej wody o głębokości 50 m. To gwałtownie podnosi poziom adrenaliny. 3…, 2…, 1… i udało się, żyję! Jest cudownie. Gdyby nie brak zasięgu, pochwaliłbym się całemu światu. „Kelner!”.

Kraj Majów zaczyna mnie coraz bardziej zachwycać. Codziennie nowe atrakcje – kolacje pod ogromnym drzewem puchowca, obiad w ruinach opuszczonej kaplicy, zabiegi SPA w ukrytych jaskiniach, rejs wśród różowych flamingów, degustacja wódki mezcal na ogromnych plantacjach agawy. Margarita wieczorem też smakuje inaczej niż w Polsce, ale czy to zasługa tequili, czy panoramiczny widok starego miasta z dachu hacjendy Puerta Campeche ściska za serce? Nagle dni zaczynają mijać zbyt szybko, a mnie się wcale nie chce ruszać.

tequila
Finałowym punktem mojej wyprawy była Chichén Itzá, o której mówiło się od samego początku. Zapowiadała się niezwykła kulminacja. Chichén Itzá to miasto Majów z IV–VI w., gdzie składano ofiary z ludzi w głębokich cenotes. Obiekt został ogłoszony jednym z 7 nowych cudów świata. Czekał mnie tego dnia pokaz multimedialny, wyświetlany na ruinach świątyni z rzeźbą ogromnego węża.

chichen-itza

W późnych godzinach wieczornych w zamkniętej dla zwiedzających części starożytnego miasta wdrapaliśmy się na szczyt. Nagle ze środka zaczęły dobiegać delikatne dźwięki. Wstrzymaliśmy oddech i odłożyliśmy telefony. Prywatny koncert flecistki z ludu Majów na wierzchołku świątyni o zachodzie słońca. Czy można wymarzyć sobie lepszą oprawę? Ta melodia przeniosła mnie w czasie, zapanowała mistyczna aura. Nie ruszyliśmy się aż do zmroku. „Cel zrealizowany” – uśmiechnąłem się dumnie. W końcu odkryłem Złote Miasta.

Piotr Klim, Luxury Travel

img_7326

W celu otrzymania bardziej szczegółowych informacji
prosimy o wypełnienie formularza lub kontakt z biurem.
+48 22 392 60 19, ltm@luxurytravel.pl

Rovos Rail – najbardziej luksusowe koleje świata

Luxury Travel presents – Soneva Jani Maldives

Nayara Hotel Spa & Gardens – Kostaryka