+48 22 392 60 19   |   ltm@luxurytravel.pl   |
specjalista turystyki luksusowej

Maroko po Królewsku

Opublikowano: Katalog Luxury Travel Zima 2012/2013

Autor: Marek Mazur

Maroko po Królewsku

background-home 

Marrakesz – Lotnisko raczej niewielkie jak na tak duże miasto, może nieco irytować odprawa paszportowa, ale osoby młode (w moim wieku) mogą przypomnieć sobie dzięki temu czasy wcześniejsze – kolejek i nieufnego urzędnika celnego prześwietlającego swoim wzrokiem niczym radarem nasze myśli i szukającego Bóg jeden wie czego, w naszym paszporcie. Tutaj za każdym razem ta historia kończy się jednak szerokim uśmiechem pana urzędnika. Gdyż nasze intencje są szczere i zgodne z prawem.

Mnie jednak wyżej opisana przyjemność ominęła, gdyż po raz drugi moją podróż po Maroko rozpoczynałem od spędzenia kilku nocy w królewskim hotelu, Royal Mansour. Goście tego sanktuarium luksusu, które faktycznie jest własnością Króla Maroko, Mohameda VI, od postawienia stopy na marokańskiej ziemi traktowani są wyjątkowo. Historia z typową odprawą paszportową ich nie dotyczy. Wszelkie sprawy załatwiane są od ręki i szybko, my zaś oczekujemy spokojnie w pokoju VIP. Bagaże wędrują prosto z samolotu do limuzyny czekającej już przed budynkiem lotniska. Jadąc do Royal Mansour mijam część nowego Marrakeszu. Ulice są zwykle zatłoczone i panuje na nich chaos. Niezliczona ilość skuterów które mijają nas z każdej strony niczym pędzące stado pszczół, większość aut mijanych za oknem naszej wygodnej limuzyny klasy S, przeżywało swoje lata świetności za czasów kanclerza Helmuta Schmidt’a. Z całą pewnością ma to swój urok i jest pierwszą, bardzo charakterystyczną wizytówką północnej Afryki. Po niecałym kwadransie jazdy mijamy pierwsze mury Royal Mansour by po minucie dotrzeć do majestatycznej, wysokiej na jakieś 6 metrów bramy. Jak się okazuje, brama ta ma znaczenie nie tylko praktyczne, ale głównie symboliczne. Mijając ją wkraczamy w inna czasoprzestrzeń. Royal Mansour jest tak wspaniały, piękny, mistyczny, że trudno jest opisywać go nie będąc obdarzonym zdolnościami poetyckimi, wrażliwością na piękno i sztukę oraz wyobraźnią godną wieszcza Giambatisty Marini. Twierdza jest fantastycznie położona, w samym sercu tętniącego życiem miasta, dzieląc je na połowę.

bg-home-01

Opuszczając mury Royal Mansour wyjściem w kierunku wschodnim, znajdziemy się na obrzeżach starego miasta i Mediny, wyjście zachodnie zaś prowadzi do nowej części Marrakeszu. Państwu polecam naturalnie uroki jego starej części. Jest kolorowa, tętni życiem przez niemal 24 godziny. Pełno tam ludzi, straganów, sklepików z prawdziwymi skarbami. Nasz wzrok przykuwają wspaniałe rękodzieła, metaloplastyka, srebra, ale także cudowne materiały i tkaniny, piękne dywany, lustra. lampy oraz inne przedmioty wystroju wnętrz. Rzemiosło meblarskie stanowi ważną część tradycji. Wszystko jest piękne i oryginalne, wzornictwo pełne detali i kolorów. Niesamowite jest to, iż w czasie globalizacji oraz powszechnej mechanizacji wszystkie te przedmioty są nadal dziełem ludzkich rąk. Młoteczek oraz punktak, przecinak i kowadełko to nieodzowne atrybuty tych artystów – nie zawaham się ich tak nazywać, gdyż miano rzemieślnika zupełnie nie oddaje zdolności i artyzmu z jakim tworzone są ich dzieła sztuki. Część ciekawych i oryginalnych przedmiotów trafia na bazary Mediny od handlarzy, którzy przebywają swoimi karawanami składającymi się często z kilkudziesięciu wielbłądów, otchłanie pustynne. Wyprawy takie bywają niebezpieczne i po dzisiaj dzień zdarza się, że nie wszyscy z nich wracają. Pustynia opiera się jeszcze cywilizacji a na jej terenie rządzą niezmienne zasady od tysiąca lat. To miejsce dla twardych i odpornych ludzi, nie tylko fizycznie ale głównie psychicznie. Podczas takich podróży, trwających najczęściej 60 do 80 dni, handlarze wymieniają przedmioty codziennego użytku i suchą żywność na prawdziwe dzieła sztuki, w napotykanych wioskach Berberów. Naturalnie wiele rzeczy odbieranych jest też według wcześniej dokonanych zamówień. Jednak każdy z przedmiotów, naczyń, rzeźb ma swoją historię, kryje ludzki znój i wysiłek, wiele z nich natomiast to prawdziwe antyki sprzed wielu, wielu lat. Dla Berberów zamieszkujących niedostępne dla nas oazy to niejednokrotnie rzeczy zbędne w ich życiu codziennym, w Medinie zaś zyskują innego znaczenia i wartości. Część z nich, wymieniona za zwyczajową „czapkę fig” to prawdziwe dzieła sztuki.

02 

Poznając ich historie oraz mogąc ocenić ich piękno z przyjemnością sięgamy głębiej do portfela. Pamiętajmy jednak, że targowanie się w tradycji arabskiej jest tak samo naturalne, jak sam handel. Nie obawiajmy się więc tego i proponujmy zawsze swoją cenę. Przy szklance słodkiej arabskiej herbaty zazwyczaj dojdziemy do porozumienia. Najczęściej na poziomie nie wyższym, niż 60% proponowanej na wstępie ceny.

Medina zaskakuje, oszałamia i początkowo wprowadza nas w stan zagubienia. Działa na nas jednocześnie dziesiątki bodźców. Mimo wąskich uliczek, ruch tam panujący może przysporzyć o ból głowy. Tysiące turystów z całego świata, wymieszanych z miejscowymi, miedzy nimi rowerzyści oraz szaleni kierowcy skuterów. Wszędzie ich pełno, poruszających się bez ładu i składu. Mijają się niemal trącając łokciami, z lusterkami obróconymi ku środkowi kierownicy by moc zmieścić się w najwęższej szczelinie. Będąc jednak wielokrotnie w Maroko, nigdy nie byłem świadkiem jakiegokolwiek zdarzenia, upadku czy kolizji. Oni już mają to we krwi i w tym chaosie jest jakiś system. Z pewnością nigdy nie uda mi się go rozszyfrować. Już dzisiaj jestem tego pewien, chociaż do Maroka zawitam jeszcze wiele razy, Insza Allah (jeśli Bóg pozwoli). To typowy zwrot który tam usłyszymy, snując plany na przyszłość, także na następny dzień.

07

Po powrocie z szalonej Mediny jestem szczęśliwy znajdując się w Royal Mansour. Zamieszkuję sam trzypoziomowy Riad o powierzchni ok 200m2, z pięknym tarasem na dachu z basenem. Hotel składa się wyłącznie z takich form zakwaterowania. Najmniejsze z nich mają powierzchnię ok 150 m2, ale są także rezydencje po kilkaset m2 powierzchni. Maroko obecnie bogate jest w wiele 5* hoteli oraz tych bardziej luksusowych. Wielu z Was zna np. Four Seasons, La Mammounia czy Amman Resort, niektórzy być może słyszeli już o nowym Mosaic – wszystkie one są bardzo komfortowe. Marrakesz zapewnia też bardzo wygodne zakwaterowanie w kilkuset tradycyjnych, w kilku wypadkach także luksusowych Riad. Jednak Royal Mansour jest i będzie bezsprzecznie z nich wszystkich najlepszym i najpiękniejszym. Royal Mansour wyznacza poziom luksusu. Potwierdzi to każdy manager czy członek obsługi wszystkich z wyżej wymienionych hoteli. Niby to konkurencja, ale każdy z szacunkiem chyli czoła oraz docenia dzieło, które w murach twierdzy w samym sercu Marrakeszu, stworzył Król. Każdy przedmiot znajdujący się tam powstał tylko na potrzeby tego miejsca. Wszystkie tkaniny zostały specjalnie utkane dla Royal Mansour. Każdy mebel został ręcznie wykonany na zlecenie i według projektu najlepszych, królewskich architektów. Nie znajdziemy tu przedmiotu, który można kupić w jakimkolwiek sklepie w Maroko. Royal Mansour to nie tylko unikalne miejsce – tam wszystko jest niepowtarzalne. Pewne niebezpieczeństwo dla jego gości stanowi fakt, że po pobycie w Royal Mansour, każdy inny hotel będziemy już do niego porównywać – i każdy z innych wypadnie przy nim blado. Osobiście znam doprawdy niewiele innych, rozsianych po świecie, które mogą się z nim równać, ale o tym cicho sza, bo jeszcze Król się dowie…

Royal Mansour 04 

Uwierzcie, że chciałoby się pisać o tym miejscu więcej i więcej, tylko jak to przekazać? Powodują mną wahania oraz lęk, że swoimi słowami mogę coś zniekształcić lub też wpisać niechcący ten hotel w stereotyp typowy dla często czytanych „achów i echów” o innych, niby „luksusowych”, czy też „luksusowych inaczej”, hotelach odznaczanych w wielu publikacjach czy na stronach internetowych wszelkiego rodzaju słonikami, „fistaszkami”, kanarkami tudzież innymi żagielkami – i sam Bóg wie czym jeszcze. Inwencja ludzka by coś upiększyć na siłę i sprzedać, nie zna granic. Więc postanowiłem, że nie napisze już słowa więcej o Royal Mansour, gdyż on zasługuje na wszystkie te razem wzięte wyróżnienia a ja nie podejmuję się i nie biorę na siebie odpowiedzialności by go opisywać. Najlepiej, przekonajcie się sami – a mam poczucie graniczące z pewnością, że podzielicie moją opinię!

Royal Mansour 06

Podpowiem Wam tylko, że pobyt w Marrakeszu można idealnie połączyć z wcześniejszym wypadem do Paryża. Spędzając np. trzy noce w stolicy zakochanych możemy „teleportować” się bezpośrednim, stosunkowo krótkim lotem do Marrakeszu i zakosztować wizyty u króla na kilka dni. Taka mikstura wrażeń, kolorów, smaków i kultur z pewnością dobrze Wam zrobi! Wystarczy wygospodarować kilka wolnych dni, może tydzień. Uwierzcie, warto ,warto, oj warto. Ja zaś, po 5 dniach rozpusty w iście królewskim stylu, z żalem i głębokim westchnieniem opuszczam Royal Mansour. Wiem, ze za rok tam wrócę, choćby na dwie noce. Insza Allah.

Tym czasem, wynajętym autem (niemal wszystkie znaczące wypożyczalnie mają swoje biura na lotnisku w Marrakeszu, auto można wynająć także on-line przed wyjazdem lub przy pomocy doradcy Luxury Travel) udaję się w drogę, w kierunku Quarzazate. Podróżować po Maroko można samemu, bez kierowcy, koniecznie jednak uzbrojonym w dobrą mapę. Jest to bezpieczny kraj, drogi są niezłej jakości, po wyjechaniu zaś z Marrakeszu zostawimy chaos komunikacyjny za sobą. Jeśli nie zamierzacie wybierać się na pustynię bądź w trudny teren, wystarczy zwyczajne auto osobowe. Samochód z napędem 4×4 niezbędny jest jedynie w wyjątkowych miejscach, na pustyni, wysoko w górach – choć i tam drogi, mimo że jest ich mało, są asfaltowe i w wiele miejsc dotrzemy bez najmniejszego problemu. To kraj bardzo zróżnicowany.

Royal Mansour 05

W drodze z Marrakeszu mijamy kamieniste stepy, suche niczym popiół, by po chwili wjechać w tereny z bujną zielenią. Wdrapując się dobrą, asfaltowa drogą w góry Atlasu, mijamy wiecznie ośnieżone szczyty. Czasami, mając pecha, można natknąć się na zamieć śnieżną. Wtedy najlepiej zawrócić z drogi i przeczekać dobę, dwie bądź wybrać inną drogę. Wybór nie jest duży, ale w którąkolwiek stronę się nie udamy, czekają nas niesamowite widoki i niezachwiane przestrzenie. Należy jednak pamiętać, że stosunkowo wcześnie robi się ciemno. Góry Atlasu są niesamowite, magiczne. Krajobrazy niczym z innej planety. Stepy nieogarnięte i fascynujące. Nie bez powodów wiele mega produkcji rodem z Hollywood powstaje w Maroko. Wymieniając tylko te najbardziej znane, jak Gladiator, Asterix i Obelix, Thron Game, Berber, kilka produkcji science fiction oraz wiele innych.

luksusowe_relacje_z_wypraw_maroko_21_jpg_650_100_forcewidth

W drodze, gdzieś w górach atlasu, zatrzymuje mnie młody człowiek ubrany w tradycyjny, marokański strój. Jako osoba zawsze chętna by pomóc, widząc auto z uniesioną maską, zatrzymuję się. Zastanawiają mnie jednak dwie rzeczy- auto marki Dacia, jest niemal nowe, w środku zaś siedzi drugi młodzieniec. Ale trudno, decyzja podjęta, hamulec zaczął działać. Chłopak podchodzi do mnie i zagaduje po francusku, prosząc o pomoc i transport dla siebie do Quarzazate. Jego towarzysz pozostanie na miejscu, pilnując auta. Zgadzam się, z drobnymi obawami. Jednak jak czas kolejny raz pokazuje, warto pomagać. Młody człowiek okazuje się bardzo miły, jest muzykiem i studentem. Jego ojciec to właściciel ponad setki wielbłądów i karawany. Posiadają także sklep z pamiątkami w centrum miasta. Dotarłszy do celu, zostałem zaproszony do domu, na szklaneczkę herbaty. Ojciec, postawnej budowy pan nieco po 50-tce, okazuje się bardzo ciekawym i wesołym człowiekiem. Przed wejściem do domu zdejmujemy buty i zajmujemy miejsce na wygodnych poduchach w posłanym skrzętnie dywanami, pokoju. Na stół zawitała herbata w pięknym, srebrnym dzbanie. Ali – tak ma na imię – opowiadam mi o swoim interesie, rodzinie, wielbłądach i karawanie, swoich podróżach i przygodach. Pokazuje mnóstwo zdjęć z wypraw z karawaną. Jego historie i przeżycia są fascynujące. Ja rewanżuje się opowieściami o Europie, w której Ali nigdy nie był. Jego syn zaś wyjeżdża niedługo do Szwajcarii na kilka koncertów ze swoim zespołem.

luksusowe_relacje_z_wypraw_maroko_06_jpg_650_100_forcewidth

Po gościnie pomaga mi w odszukaniu odpowiedniego miejsca na nocleg. Jak się spodziewałem, to nie Royal Mansour, ale uroczy Riad w arabskim stylu, którego standard oceniłbym na dość dobre 4*, jest schludnie, tradycyjnie – i jest wifi, w cenie!. Kuchnie zaś oceniam na 5*. Tego wieczoru spożyłem pyszny kus kus z baraniną popijając smacznym, marokańskim czerwonym winem. Na pożegnanie Ali zaoferował mi, że w zamian za pomoc jego synowi, jutro zabierze mnie na wycieczkę w najpiękniejsze miejsce Quazazate. Jak miało się okazać, piękno i krajobrazy jakie miało być mi dane podziwiać, sporo wykroczyły poza moje wyobrażenia.

Następnego ranka, po smacznym śniadaniu, zgodnie z umową zjawił się Ali. Pojechaliśmy do odległej o ok 20 km od miasta oazy wciśniętej malowniczo między góry. Po drodze mijaliśmy tradycyjny bazar arabski, w którym zaopatrują się mieszkańcy okolicznych oraz dość mocno oddalonych wiosek i siedlisk. Jadąc szutrową, terenową drogą, co jakiś czas mijamy kobiety dźwigające na plecach ogromne ilości zieleniny (pokarm dla zwierząt) bądź prowadzące niemiłosiernie obładowane osiołki. Mężczyzn spotykaliśmy rzadziej, a jak już to dosiadali oni wiekowych skuterów. Kobiety w Maroko, poza Marrakeszem, mają trudne i ciężkie życie. Ich dzień jest surowy i pełen pracy. Mężczyźni także pracują, jednak większość czasu spędzają na rozmowach, piciu herbaty z przyjaciółmi w jednej z licznych herbaciarni czy też zwyczajnie na przesiadywaniu gdzieś bez celu i rozmyślaniu. To z pewnością też ciężkie, umysłowe zajęcie. Według marokańskiej tradycji obowiązki podzielone są sprawiedliwie. A jak ktoś mądry kiedyś rzekł – sprawiedliwie nie zawsze znaczy po równo.

luksusowe_relacje_z_wypraw_maroko_05_jpg_650_100_forcewidth

Dalej mijamy kosmiczne niemal krajobrazy. Góry i stepy czarne niczym smoła pokryte milionami kamieni i skałek. Przejeżdżamy obok prowizorycznych, wytyczonych kamieniami parkingów, które służą ekipom filmowym do składowania sprzętu, rozbijania obozowisk i parkowania aut na czas kręcenia scen. Powstały w tych okolicach, jak wcześniej wspomniałem, niezliczone ilości filmów które w części mieliście okazję oglądać na ekranach kin czy TV. W pewnym momencie naszym oczom ukazuje się bajeczna oaza, wciśnięta między szczyty gór. Zjeżdżamy w dół pokonując po drodze prowizoryczny mostek. Zostawiamy nasze auto i na resztę drogi udajemy się pieszo. Co prawda mogliśmy jechać dalej, ale Ali stwierdził nie bez racji, że kolejne widoki lepiej podziwiać spacerując. Docieramy do małej, jak na początku myślałem, wymarłej osady. Przekraczając po kamieniach wystających z wody wartki strumień zauważam jednak kilka kobiet robiących pranie. To typowe dla Maroka. Fajny widok, udaje mi się zrobić kilka zdjęć. Spędzamy tam kilka godzin, odwiedzając bardzo fajny i niesamowicie położony Riad. Widoki z tarasu wprawiają w zachwyt, basenik dla gości, kilkanaście pokoików, niewielkich, skromnie lecz schludnie urządzonych. Ale takie miejsca odwiedza się nie dla luksusu – luksusem samym w sobie jest ich położenie. Więc dla odważnych, jedna noc to prawdziwa przygoda. Oaza jest przepiękna, miejsce doprawdy fascynujące i wiem, że warto było poznać Alego, gdyż sam pewnie nigdy bym tam nie trafił.

03

Po powrocie do miasta żegnaliśmy się pijąc herbatę, a jakże, w jego sklepie. Jako dowód wdzięczności dokonałem niewielkich zakupów i ruszyłem w dalszą drogę. Mijałem cuda natury, widoki które nawet mnie stawiały w osłupienie – a uwierzcie, że wiele widziałem. Co chwila stawałem i robiłem zdjęcia. Kiedy już minąłem najpiękniejsze i najbardziej zapierające dech w piersiach widoki, ukazywało się coś kolejnego, jeszcze bardziej fascynującego. W Maroko krajobrazowo stopniowanie nie ma końca – do określenia ‚pięknie’ dodajemy kolejne ‚bardzo’ i tak bez końca. Nasyciwszy wszystkie zmysły odpowiedzialne za odczucia estetyczne, czując się wolnym niczym ptak beztrosko krążący nad kanionami, dotarłem do luksusowego, należącego do Relais & Chateaux, Kasbah Dar Ahlam w okolicach miasta Skoura . Niesamowicie, luksusowo, pięknie. Kuchnia wspaniała, serwis na bardzo wysokim poziomie. Tak, polecam to jako miejsce wypoczynku jeśli zdecydujemy się na dłuższą wycieczkę po opuszczeniu Royal Mansour. Naturalnie, trasę taką możecie także odbyć w wynajętej limuzynie z kierowcą czy też helikopterem. Można także zatoczyć kolejne koło z uroczym i romantycznym lunchem na Saharze, tylko dla Was dwojga, w rozbitym specjalnie do tego celu obozowisku. To trudne do wyobrażenia przeżycie, niesamowicie romantyczne i wyjątkowe. Idealny wybór dla par na honeymoon czy też rocznicę ślubu. Polecam zdecydowanie tym z Państwa, którzy lubią oryginalność i nieszablonowość. Panowie, jestem pewien, że to spełnienie marzeń każdej z kobiet. A wystarczy jeden telefon i doradca Luxury Travel opracuje ze szczegółami Wasza „królewską” wyprawę marzeń.

luksusowe_relacje_z_wypraw_maroko_14_jpg_650_100_forcewidth

Powoli aczkolwiek nieuchronnie dobiegała końca moja przygoda w Maroko. Pozostaną po niej kolejne, piękne wspomnienia, setki zdjęć i poczucie, że widziałem coś pięknego, niesamowitego. Świat jest pełen kolorów, radości i nieodkrytych miejsc. Nawet te raz już odwiedzane zaskakują o innej porze roku, więc warto wracać. Ja tak czynię i nigdy nie żałuję. Pomimo faktu, że była to moja któraś z kolei podróż do Maroko, nie odważę się powiedzieć, że znam już ten kraj. Nie słuchajcie więc krzywdzących w większości stereotypów ani pochopnych opinii, nie tylko na temat Maroka. Poznawajcie świat, przeżywajcie fascynacje i kolekcjonujcie wrażenia gdyż tak naprawdę to są te najcenniejsze z dóbr, które udaje się nam zebrać. Ja zaś opuszczam Maroko po królewsku z odprawą VIP – w końcu gościłem u samego Króla.

W celu otrzymania bardziej szczegółowych informacji
prosimy o wypełnienie formularza lub kontakt z biurem.
+48 22 392 60 19, ltm@luxurytravel.pl

Rovos Rail – najbardziej luksusowe koleje świata

Luxury Travel presents – Soneva Jani Maldives

Nayara Hotel Spa & Gardens – Kostaryka